Co jest lepsze: nabój CO2 czy pompka?

20

Lip 2018

Nikt nie lubi wozić ze sobą na rower zbędnych rzeczy. Dlatego ograniczamy ich liczbę do minimum. Zamiast dętki wozimy łatki, w miejsce pompki coraz częściej zabieramy nabój CO2. To wygodne i lekkie rozwiązania, jednak są sytuacje w których nie pomogą. Dlatego doradzamy Wam, co zawsze warto mieć przy sobie na wszelki wypadek.

Dzisiejsza technologia rowerowa pozwala nam naprawdę mocno ograniczyć wagę wożonego ze sobą na trasę wyposażenia. W końcu sportowcy często zamiast regularnego jedzenia wożą specjalne energetyczne żele i batony, a przebiciem opon praktycznie się nie martwią. W końcu są mleczka uszczelniające i systemy bezdętkowe. Jednak to, co dobrze spisuje się na wyścigowych trasach (gdzie i tak jest zabezpieczenie techniczne) nie do końca radzi sobie jeszcze w starciu z tzw. prawdziwym życiem. Tutaj dalej trzeba kombinować, żeby się nie nadźwigać, ale też nie dać zaskoczyć.

Bez pompki ani rusz

Naboje CO2 to coraz tańszy i bardzo szybki sposób na pompowanie opon na trasie. Idealnie sprawdzają się podczas maratonów czy innych wyścigów. W końcu wystarczy założyć na wentyl i nabój głowicę i w parę sekund mamy napompowaną oponę. Do tego nabój jest ultralekki i zajmuje dużo mniej miejsca niż pompka, pozostawiając nieco przestrzeni na jeden żel energetyczny, czy batonika więcej.

Niestety nie jest to rozwiązanie idealne i o ile ma sens tam, gdzie ponad wszystko liczy się szybkość, to już w tzw. normalnym życiu może nam się nie opłacić. Przede wszystkim, w przypadku rowerów górskich i dużych opon, większość nabojów wystarczy na jeden „strzał”, czyli napompowanie jednej opony. Niestety los lubi być złośliwy i podczas całego dnia na trasie złapanie więcej niż jednego „kapcia” jest dość mocno prawdopodobne.

Właśnie ze względu na możliwość wszelkiej maści niezaplanowanych przygód wożenie ze sobą jednego naboju zdecydowanie nie jest rozsądnym wyjściem. Wożenie więcej niż jednego nieco mija się z celem, wiec łatwo tu dojść do konkluzji, że bez dobrej, małej pompki ani rusz. Najnowsze konstrukcje potrafią być naprawdę bardzo kompaktowe i pomieścimy je wszędzie. Jest też opcja dla fanów pompowania nabojami CO2 – istnieją na rynku pompki takie jak Kross Marin, które pozwalają najpierw na użycie naboju, a następnie, bez odkręcania głowicy z wentyla, dopompowanie przy użyciu tłoka. Dzięki temu z pierwszym przebiciem poradzimy sobie błyskawicznie, a w razie kolejnych nie będziemy pozbawieni możliwości działania.

Dobierz pompkę do swoich opon

Jeśli już jesteśmy przy temacie samej pompki, to warto poświęcić chwilę czasu na dobór takiej, która pozwoli na najbardziej efektywne pompowanie naszych opon. Na rynku istnieją różne modele przeznaczone do rowerów górskich, oraz te do kół szosowych.

W czym różnica? Przede wszystkim w tym, że inne są ciśnienia, a tym samym i objętości powietrza w kołach od roweru górskiego czy crossowego, a typowych kołach szosowych. Na szosie jeździmy nawet przy 7-8 atmosferach, a w przypadku szytek nawet ponad 10! Taka sytuacja wymaga odpowiedniej budowy pompki, żeby umożliwić efektywne i w miarę szybkie pompowanie. Jeśli chcielibyście sprawdzić, do jakiego ciśnienia możecie pompować wasze opony, koniecznie sprawdźcie napisy wytłoczone na oponie.

Pompki do rowerów szosowych oznacza się jako HP, czyli High Pressure. Są zbudowane tak, że jednorazowo wtłaczają do dętki mniejszą ilość powietrza, ale pod wyższym ciśnieniem. Dzięki temu uzyskiwanie wysokich wartości odbywa się przy udziale mniejszego wysiłku.

Pompki do większych opon, takich jak te w rowerach górskich, crossowych czy trekkingowych oznaczane są jako HV. To pierwsze litery słów High Volume, czyli duża objętość. Tego typu pompki mają większą średnicę tłoka, dzięki czemu jednorazowo wtłaczają do dętki większą objętość powietrza, ale pod mniejszym ciśnieniem. Dzięki temu szybciej wypełnimy duże dętki, a nie ma tu potrzeby uzyskiwania wartości większych niż np. 3 – 4 atmosfery.

Top